Ania: Czy przemawiania w ogóle można się nauczyć? A może trzeba mieć do tego naturalne predyspozycje?
Adrian: Mity o „urodzonych mówcach” można włożyć między bajki. Przemawianie to nie magiczny dar, ale twarde rzemiosło – zupełnie jak prowadzenie samochodu, stolarstwo czy gra w szachy. Po pewnym czasie uczysz się, jak opanować stres, nawiązać kontakt z publicznością oraz utrzymać uwagę rozmówcy. Stając przed widownią ZAWSZE będziesz czuł tremę, czy jesteś Tomaszem Kamelem czy Grażyną Torbicką – ważne abyś wiedział jak sobie z tym poradzić. Znając techniki oddechowe i wiedząc jak stosować pauzy jesteś w stanie zminimalizować ten stres tak, aby nie “położył” twojego wystąpienia.
Predyspozycje mogą dać handicap na starcie, ale bez pracy ten potencjał szybko gaśnie. To jak z benzyną – początkowo ogień jest silny i daje dużo ciepła, ale starcza na chwilkę. Z kolei osoba startująca z poziomu głębokiej tremy, dzięki metodzie i powtórzeniom, może wyrosnąć na świetnego prelegenta. Przemawianie składa się ze struktury, kontroli oddechu, mowy ciała i pracy z emocjami. Wszystko to można rozłożyć na czynniki pierwsze, wyćwiczyć i zautomatyzować. Wystarczy po prostu dać sobie prawo do błędów na samym początku.
Ania: Co powiedziałbyś osobie, która twierdzi: „Ja się po prostu nie nadaję do wystąpień publicznych”?
Adrian: Odpowiedziałbym krótko: nikt nie urodził się od razu mistrzem! Przekonanie o braku predyspozycji bierze się stąd, że oceniamy swoje pierwsze kroki przez pryzmat występów ludzi mających na koncie setki godzin na scenie. To tak, jakby zrezygnować z jazdy samochodem po tym, jak silnik zgaśnie Ci na pierwszej lekcji.
Potraktuj naukę przemawiania jak kurs prawa jazdy. Na początku biegi zgrzytają, ale po kilkunastu godzinach jedziesz płynnie. Nie musisz od razu celować w masowe konferencje. Na spotkaniach Toastmasters czy na moich autorskich warsztatach panuje bezpieczna atmosfera, a błędy traktuje się jak darmową lekcję. Daj sobie prawo do przetestowania sił bez presji na perfekcję. Pamiętaj: zawsze porównujemy się do „siebie z wczoraj”, a nie do kogoś innego!
Ania: Jak wygląda nauka przemawiania w praktyce? Co daje regularne występowanie przed ludźmi?
Adrian: W Toastmasters istnieje niepisana zasada: „Never refuse the scene” – nigdy nie odmawiaj, kiedy zapraszają Cię na scenę. Wielu z nas nie rozumie, że skoro ktoś chce nas posłuchać, to widzi w tym wartość. Naszym obowiązkiem jest wystąpić tak, by odbiorcy znaleźli w tym konkretne informacje, motywację albo… dobry humor.
Częste wystąpienia są jak treningi na siłowni – budują formę, pewność siebie i pozwalają świetnie się prezentować. I jak każdy nawyk, wymagają dyscypliny. Jeden minięty trening to przypadek, ale dwa opuszczone wystąpienia to już spadek formy. Dobra wiadomość jest taka, że już po kilku miesiącach wyrabiamy w sobie kompetencje, które jak jazda na rowerze – zostają z nami na całe życie.
Ania: Jak najefektywniej nauczyć się przemawiać i wykorzystać potencjał Toastmasters?
Adrian: Najlepszy sposób to potraktowanie klubowych spotkań jak… piaskownicy. Serio! Jesteś w bezpiecznym miejscu, masz swoje narzędzia (manuale, instrukcje, materiały wideo), a obok stoi Twój opiekun i mentor. Każdy pomaga Ci budować Twój własny zamek za pomocą pozytywnej informacji zwrotnej. Sam tworzysz swoje „babki z piasku”, a jeśli chcesz, możesz zmierzyć się z innymi w konkursach na najlepszy projekt.
Zanim wystąpisz na dużej konferencji, targach czy przed zarządem, możesz przećwiczyć wszystko „na sucho”. Przynieś na scenę swoje realne wyzwania zawodowe, historie projektowe, wątki sprzedażowe czy fragmenty ofert dla klientów. Przetestuj je przed klubową publicznością. Zobacz, kiedy ludzie słuchają z zapartym tchem, a kiedy zerkają na zegarki. Zbierzesz precyzyjny feedback na temat struktury i mowy ciała, wprowadzisz korekty i przetestujesz wygładzoną wersję. Po każdej mowie otrzymujesz pisemną informację zwrotną o tym, co poszło super, a nad czym warto popracować. No i jest twój mentor, który pomaga ci przy tworzeniu i wygłaszaniu mowy.
Ania: Co było dla Ciebie najtrudniejsze do wypracowania: stres, mowa ciała, głos, czy konstrukcja wypowiedzi?
Adrian: Największym wyzwaniem było poskromienie konstrukcji wypowiedzi. Mam w głowie setki wątków naraz i na początku chciałem opowiedzieć o wszystkim: o biznesie, moich kompetencjach, case study i różnych dziwnych historiach. Moje pierwsze przemówienia przypominały plac budowy, na który zrzucono świetnej jakości materiały, ale zapomniano o planie architektonicznym.
Przełom nastąpił po kilkunastu spotkaniach w klubie bo będąc członkiem Toastmasters, wybierasz własną ścieżkę rozwojową, np. mistrzostwo prezentacji, budowanie liderstwa czy angażujący humor. Zostajesz podłączony do platformy z materiałami, które pozwalają Ci dawkować wiedzę i ciągle się doskonalić. Ja dzięki ścieżce humorystycznej przestałem bać się pauz i zacząłem świadomie operować anegdotą. A finalnie? Poukładałem architekturę swoich wypowiedzi, stres drastycznie spadł, mowa ciała wygładziła się sama, a kontakt z publicznością stał się w pełni naturalny.
Ania: Czego konkretnie nauczył Cię Toastmasters i które z tych umiejętności najbardziej przydają Ci się dzisiaj?
Adrian: Toastmasters był moim poligonem doświadczalnym. Nauczył mnie ustrukturyzowanego myślenia w locie, aktywnego słuchania oraz przyjmowania konstruktywnej krytyki. Nauczyłem się budować wypowiedzi tak, by cała mowa niosła konkretną wartość i trzymała w napięciu do samego końca.
Dziś, prowadząc warsztaty, zarządzając agencją „Optimistic” (w której pomagamy przedsiębiorcom w obsłudze mediów społecznościowych) czy prowadząc projekty budowlane, najmocniej wykorzystuję umiejętność opanowania emocji pod presją. Gdy pojawia się pożar organizacyjny, automatycznie wchodzę w tryb precyzyjnej komunikacji. Wiem, jak ułożyć przekaz i mówić do zespołu zwięźle, konkretnie i … z sensem. Te umiejętności szlifuje się na każdym spotkaniu, choćby podczas toastmasterowych „gorących pytań”.
Ania: Jak umiejętność dobrego przemawiania przekłada się na życie zawodowe i biznes?
Adrian: Przekłada się bezpośrednio na wyniki, autorytet i skuteczność handlowca. Dobre przemówienie w biznesie to nic innego jak umiejętna sprzedaż idei, budowanie wizji i sprawne zarządzanie zespołem.
Z każdym wyjściem na scenę demontujesz lęk przed oceną i budujesz wewnętrzny spokój – tak ważny przy pracy w teamie. Głowa przestaje traktować audytorium jak zagrożenie, a zaczyna widzieć w nim partnera do rozmowy. Zyskujesz intuicję: wyczuwasz temperaturę sali, wiesz, kiedy podkręcić tempo, kiedy zrobić pauzę, a kiedy wrzucić anegdotę. Z czasem staje się to Twoją unikalną kompetencją. Zespół oraz klienci to widzą, czują i po prostu za tym idą.
Ania: Czy praca nad przemawianiem zmieniła coś poza samą sceną? Na przykład w sposobie komunikacji, prowadzenia spotkań czy budowania relacji?
Adrian: Zmieniła całą moją codzienną komunikację. Wystąpienia sceniczne to tylko witryna sklepowa, pod którą kryje się głęboki proces zarządzania relacjami. Dzięki tym umiejętnościom zupełnie inaczej prowadzę spotkania networkingowe, negocjuję warunki umów i komunikuję się w zespole. Ale nie tylko… widzę w moich dzieciach sposób w jaki ja mówię. Pięknie się słucha dwunastolatka, który umie wypowiedzieć zdanie bez kilku „yyy” czy „eee”.
Nasze spotkania uczą też szacunku do czasu drugiego człowieka. Zamiast snuć długie, nudne wstępy, przechodzisz od razu do sedna. W pracy z klientem czy przy projektach takich jak np. Męski i Kobiecy Format (networkingowe spotkania przedsiębiorców z duża dawką inspiracji i networkingu). Zmienia się też sposób słuchania. Zamiast układać w głowie własną odpowiedź, zaczynasz naprawdę słuchać intencji rozmówcy. To buduje głębokie zaufanie i trwałe relacje biznesowe.
Ania: Gdybyś miał wskazać 3 rzeczy, które najbardziej pomogły Ci nauczyć się przemawiać - co znalazłoby się na podium?
Adrian: Trudne zadanie, ale na podium postawiłbym trzy filary:
- Regularna praktyka na żywym organizmie – wyjście ze strefy komfortu i ciągłe występowanie przed realną publicznością, bez szukania wymówek. Efekty było widać np. podczas kwietniowego Local Networkers w Wodzisławiu Śląskim – dobra autoprezentacja to najlepsza droga do wspólnych biznesów.
- Nawyk zbierania i wdrażania feedbacku – otwarcie się na konstruktywną krytykę i traktowanie każdej uwagi jako gotowego szablonu do poprawy. To przydaje się nie tylko w pracy, ale też w prywatnych rozmowach.
- Przestawienie wskaźnika z ego na słuchacza – skupienie się na kluczowym pytaniu: „Co wartościowego ludzie na sali wyciągną z mojej historii?” „Zwiększamy waszą sprzedaż o 15%” wnosi stanowczo więcej do rozmowy niż wyświechtane „jesteśmy innowacyjni”.
Ania: No dobrze, ale ja nie mam czasu na regularne spotkania - prowadzę firmę i nie mogę pozwolić sobie na takie cotygodniowe „fanaberie”. Co wtedy?
Adrian: Fanaberie, powiadasz? Kojarzysz kultową scenę z Wilka z Wall Street, w której Leo mówi: „Sell me this pen”? Przemówienia publiczne to nie tylko wystąpienia na dużych konferencjach. To networking, rozmowy w zespole, narady z inwestorami, ale przede wszystkim – sprzedaż, nawet ta prowadzona jeden na jeden.
Jeśli nie masz teraz czasu na cotygodniowe ćwiczenia w Toastmasters, możesz skorzystać ze skondensowanego, komercyjnego szkolenia, np. podczas moich autorskich warsztatów. Co kilka tygodni zbieram kameralną grupę przedsiębiorców i podczas intensywnego, zwykle 4-godzinnego spotkania przekazuję w pigułce najważniejsze narzędzia, techniki oraz sposoby skutecznego przemawiania.
Dla najbardziej zapracowanych pozostają konsultacje indywidualne (1 na 1). Przygotowywałem już w ten sposób do konkretnych wystąpień kilkunastu przedsiębiorców, punktując precyzyjnie: co w ich prezentacji jest świetne, a co wymaga szczególnej poprawy.
I na koniec, najważniejsza myśl: to publiczności najbardziej zależy na Twoim dobrym wystąpieniu. Oni naprawdę chcą usłyszeć dobrą, spójną i angażującą mowę i od pierwszej minuty będą Ci w tym kibicować!
wywiad z Adrian Dornia
BIO: Adrian Dornia o sobie:
Od zawsze ciągnęło mnie na scenę i do mikrofonu. Począwszy od występów w szkolnym studiu telewizyjnym po rolę starosty na studiach – moja ścieżka od lat kręci się wokół sprzedaży, komunikacji i rozmów. Uwielbiam networking, negocjacje i budowanie zespołów.
Moja pierwsza piątka talentów Gallupa to Czar, Strateg, Komunikatywność, Aktywator i Indywidualizacja więc najlepiej sprawdzam się wśród ludzi – tworząc, łącząc kropki i inspirując. W połączeniu z otwartością i chęcią nauki daje to idealny zestaw: mówca, trener, konferansjer.
Na co dzień szkolę z wystąpień publicznych. Pomagam pokonać stres, przełamać lęk przed sceną i wyciągnąć z ludzi to, co w nich najlepsze. Uśmiech towarzyszy mi codziennie – zarażam optymizmem i widzę szanse tam, gdzie inni dostrzegają tylko wyzwania. Czujesz, że możesz lepiej wykorzystać swój potencjał? Napisz do mnie w wiadomości prywatnej na: https://www.linkedin.com/in/adrian-dornia/